w kwietniu żmijowe dadzą 3 gigolce jak na chwile obecna::
-25 kwietnia toruń
-17 kwietnia wwa Przychodnia
-10/11 kwietnia urodziny Od:zysku
poza tym nagrywamy demo XE
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rihla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rihla. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 marca 2015
sobota, 14 grudnia 2013
wtorek, 10 grudnia 2013
freesound.org
moving most of 5000-unrelated recordings and soundbites from soundcloud to freesoung.org to keep it more systematic (WTF?), accesible and useful (WTF?!). nick stays the same feel free to check it out and exploit as much as you wish.
http://freesound.org/people/pcfstnk/
czwartek, 10 października 2013
mandzukuanskie fatzuale
jak wiadomo do 22 czerwca zostalo jeszcze prawie 9 miesiecy wiec co po niektorzy mogliby pomyslec, ze na wyjebce iskrzymy sowy i zbijamy baki. ale nie! w pelnej skupienia i oparow kadzidel atmosferze godnej warsztatow najwykrecenszych tworcow i wyrzutkow tego chorego spoleczenstwa pracujemy niczym politycy w kamieniolomach, ktore pozostawimy dla nich kiedy juz odtajnimy tajne akta. na dowod tego diyTVtrips przedstawia pierwszy odcinek cyklu "dzwigaj mandzur z tłustym okiem". jak zawsze knujemy to co mamy knuc, plytka zbliza sie wielkimi krokami 77milowych butow i w tym samym czasie kiedy ja zaspokajam swoje zadze naukowe i chlone energie z lona matki ziemi powstaja nowe fatzuale, glitchmapy, pierwszy klip projektu AlQaedaN, klip do fatajs in hell, a takze dzieje sie wiele wiele innych rzeczy zjawisk i procesow naturalnych, o ktorych my drobniutkie mroweczki u stop inzyniera swiatow nie mozemy miec pojecia - "muzyka sfer wiesz, ze warto w pore zczaic sie" wiec stay tuned!
niedziela, 3 marca 2013
wtorek, 5 lutego 2013
bum bap bap zarwana noc. czilaut nie istnieje-czyste zlo
brainstorming na demowke fatajsow. void tactical media i miraho enternainment szykuja dla was kose prosto w bebechen.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
fatajs je konskie mieso
no dzis mialem najdziwniejszy zestaw snow od bardzo dawna. finalem byla konsumpcja dosc pokaznych rozmiarow stekow z konskiego miesa przed wystepem na jakims malomiasteczkowym festiwalu, na scenie na rynku. mowa oczywiscie o wystepie fatajs. nie znam sie za bardzo na odczytywaniu snow, ale wole to wziac za dobra monete jako, ze nastepne weekendy uplywaja praktycznie bez wyjatku pod znakiem koncertow, a praca nad demowka fatajasow moze nie wystrzelila z buta w kosmos, ale idzie do przodu ruszona po kilku miesiacach lezenia odlogiem. no a juz napewno powstaja nowe odrzuty, ktore na ta produkcje nie trafia, ale nawet nad nimi pracuje sztab specjalistow. dodatkowo ostatnie dwa wieczory uplynely pod znakiem wspomnien z pewnego miejsca kultu natury, ktore odwiedzilismy na wiosne dwa lata temu, jako ze wlasnie skonczylem czytac jedno opracowanie tematu magicznej skaly, o ktorej mowa. poza tym w wiekszosci kultur na swiecie konsumpcja czesci ciala konkretnego zwierzecia mialy prowadzic do przejecia jego mozliwosci w danej dziedzinie, badz poprawy stanu zdrowia czy bycia danej czesci ciala cechy czy przymiotu. picie krwi, zjadanie serc i mozgow wrogow, narzady wewnetrzne wilka, czy nie szukajac daleko zelatyna, glukozamina czy inne naturalne bajery na poprawe kondycji stawow. brzmi znajomo? no to zalozmy, ze fatajs bedzie popierdalac jak ognisty rumak przez nieskonczone stepy rapowej ingorancji. BLAU!
czwartek, 11 października 2012
cholerny tluszcz
raptopus, fat opus kij w to niczym w mrowisko. jutro wylot na epicka czterokoncertowa trase po stolicach euro. wracamy za miesiac hyhy.slady dla rufia zostaly dzis wyssane z fonii wiec przy odrobinie dobrych wiatrow za kolejny rok material bedzie gotowy. moze wczesniej nawet zdazymy z fatajsami? epka z pulkownikiem zamieszką w drodze, powstaja wlasnie nowe wersje podkladow do ktorych zgrane byly wokale, ponizej mala prewka:
5000 wysiada tymczasowo z tramwaju zwanego koncerty, no chyba ze jechac bedzie na petle fatajs. najblizsze solowe sztuki za kilka miesiecy, a moze i dluzej. czeka nas pewnie drobna relokalizacja i wzmozenie pracy nad nowymi materialami czyli wspomniane juz epki z rufiem, mirahem i kernel riotem+rodzaca sie w bolach hudlaa, material ze zkoghi agba, kilka luznych trakow dla roznych ludzi, mozliwe ze jeden koncept album i jakiestam inne rzeczy. ostatni rok to bez kitu gigabajty plikow w notatniku zajebanych zwrotami. zobaczymy. jutro przepuszczamy atak na kinoteke, zeby zbadac takie oto cudo:
zeszlotygodniowa ekspedycja na brudne poludnie przypomniala mi co to jest polska goscinnosc. moze jednak nie jestesmy tacy przejebani? zobaczymy jak tam polusy na obczyznie. londek zdroj wita jutro wieczor. za jakis czas pewnie konkretny material filmowy z tego slunskiego wypadu, tak samo jak i z fat opusa. fatajs macki rozklada jak to sie mawia. jak nie powstana te widea to napewno mamy material na dokument o biednych zuczkach polskiego lewackiego rapu elo madafaka joł
wtorek, 29 maja 2012
Болдбаатар Сүхдорж
31 w czwartek podobno o 20 w pracovni na żoli(popieluszki 16/metro marymont) wystapi kozacki typ boldbaatar sukhdorj.
boldbaatar pochodzi z przygranicznych obszarow prowincji poludniowogobijskiej - өмнөговь. spiewa mongolskie utwory ludowe za pomoca spiewu gardlowego khoomii oraz gra na tradycyjnym smyczkowym instrumencie mongolskim moriin khuur. jest to polaczenie dosc klasyczne dla mongolskiej muzyki ludowej i nieomylnie charakterystyczne zarazem. khoomii to stara sztuka wywodzaca sie z ludzkiej potrzeby mimikry dzwiekowej pejzazy mongolskiego krajobrazu. mozna wiec doznac najrozniejszych krain-od tych spalonych niemilosiernym sloncem jak rodzinne strony bolda, przez bezkresne stepy gdzie echem odbija sie tętent konskich kopyt po gorzyste krajobrazy gdzie miedzy skalami swiszcze wiatr i szumia gorskie strumienie. posrod piesni, ktore wykona bold znajda sie miedzy innymi buddyjska piesni religijna w jezyku mongolskim, przetlumaczona z klasycznego tekstu tybetanskiego; utwor pochwalny dla czystych nieskazitelnych wod rzeki buyant czy
opowiesc o 5 kazachskich rzezimieszkach.
nie bede tu elaborowal na temat instrumentow smyczkowych i spiewu gardlowego, jak ktos jest ciekaw jak wyglada mongolia i jak brzmi tam wiatr, woda, piasek, zwierzeta, jak brzmi step, a nie mial jeszcze okazji zobaczyc na wlasne oczy to zapraszam, bedzie mozna sie przekonac z zamknietymi powiekami.


czwartek, 12 kwietnia 2012
czwartek, 16 lutego 2012
piątek, 27 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
its rap its vegan and its slavic bwoy
pierwsza solowka z piwnicy czeskich wariatów z KZT - ∞ Kolony, dzis premiera. ponizej probka
sobota, 14 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
pielgrzym
echo dawnych watpliwosci, ktore wciaz rezonuja przy pisaniu kazdej zwrotki, i amplifikowaniu kazdego slowa przez kabel do miksera i dalej przez soundsystem. jak bardzo jestesmy w stanie zblizyc sie w relacjonowaniu naszych uczuc, stanow wewnetrznych, odczuc do tego co naprawde czujemy i na ile ktos inny jest w stanie odebrac nasze intencje nieskazone?
po co te slowa splywaja na kartke ekran czy petle? dlaczego?
napewno daje to jakas sile, poczucie kontroli na tym co dookola, bo przeciez to co opisane to poznane.prozaiczna pulapka
jak bardzo muzyka, dzwiek sa terapia, ktora znieczula nie prowadzac jednak do znieczulicy.
jak wiele pozwolimy werbalizacji kladzionej na dzwieki tworzace melodie zajmowac sie atakiem na skazy swiata? czy ma byc tylko nieskazitelnym balsamem na dusze? jesli slychac moj glos to nie koniecznie znaczy ze warto go sluchac ze chce powiedziec cos wazkiego...
czasem jedyne co mamy do zakomunikowania to systematyzacja swiata przez nas ustalona, ktora chcemy innym narzucic. kazdy opis to zbrodnia, kazde slowo to oskarzenie. kazda idea to stagnacja. zycie to zmiana, przeplyw. zmiana miejsca zmiana dzwiekow to juz samo w sobie w pewien sposob zamkniety, kompletny sens.
ciagla walka ciagla zmiana
po co te slowa splywaja na kartke ekran czy petle? dlaczego?
napewno daje to jakas sile, poczucie kontroli na tym co dookola, bo przeciez to co opisane to poznane.prozaiczna pulapka
jak bardzo muzyka, dzwiek sa terapia, ktora znieczula nie prowadzac jednak do znieczulicy.
jak wiele pozwolimy werbalizacji kladzionej na dzwieki tworzace melodie zajmowac sie atakiem na skazy swiata? czy ma byc tylko nieskazitelnym balsamem na dusze? jesli slychac moj glos to nie koniecznie znaczy ze warto go sluchac ze chce powiedziec cos wazkiego...
czasem jedyne co mamy do zakomunikowania to systematyzacja swiata przez nas ustalona, ktora chcemy innym narzucic. kazdy opis to zbrodnia, kazde slowo to oskarzenie. kazda idea to stagnacja. zycie to zmiana, przeplyw. zmiana miejsca zmiana dzwiekow to juz samo w sobie w pewien sposob zamkniety, kompletny sens.
ciagla walka ciagla zmiana
tagi:
antisocial,
bog,
dzwiek,
hudlaa,
kultura symboliczna,
rihla,
złoty pył
poniedziałek, 14 listopada 2011
anarchist is the new buddhist
posrodku swiatopogladow zwiazanych z ta doktryna lezy przekonanie o istnieniu prawdy, prawosci i jej niezawislosci. nie posiadanej przez nas, nie takiej na ktora mamy monopol. takiej, do ktorej trzeba dazyc ciagle schodzac z wlasnej utkanej misternie sciezki i wciaz korygowac azymut wlasciwego postepowania.
sprawdzac sie ma przede wszystkim jako samodzielna filozofia zyciowa w pelni samowystarczalna i pramgatyczna a mimo to kompatybilna ze wszelkimi pozytywnymi ruchami zyciowymi, nie jako wydumana ortodoksyjna doktryna, ktora poprostu pewne rzeczy kaze abys nie musial/a pytac myslec kwestionowac sam/a.
czynienie dobra jest centralnym aktem wyzwalania siebie i otoczenia. baczenie na wlasciwe godne zachowanie, nie krepuje bynajmniej twoich ruchow a sprawia ze kazde dzialanie staje sie swiadome, zycie staje sie medytacja. kontestacja ktora wyklada twoja sciezke drogocennymi kamieniami.
wyzwolenie nie jest celem jest zwienczeniem wysilkow. prawidziwym wyzwoleniem jest droga, trud wkladany i to ze przeklada sie na owoce.
praca nad soba jest codziennym wyznacznikiem dazenia do przodu wedle zasad, ktore okreslasz sam/a i przestrzegasz ich bo wierzysz w wielkosc i prawosc swoich wyborow bo sa podporzadkowane idei dobra rownosci szacunku dazenia do wolnosci. wolnosci, ktorej nie widac w doczesnych przymiotach, w materialnej korzysci. poklony bite nie ikonom ale boskosci, ktora masz w sobie, kazde z nas ma w sobie pierwiastek spelnienia, a twoje cialo jest twoja swiatynia.
ciagle kwestionowanie to pokonywanie kolejnych stopni, schodow w gore, w dol, po prostu w przod. paradoks? liczy sie rozwoj a nie jego kierunek.
pomoc innym, altruistyczne dzialania staja sie kluczowe z wielu wzgledow.
rownosc staje sie oczywistoscia.
szacunek wobec zycia, zaduma nad ksztaltem swiata blyszcza jak zloto.
to najslabsza iskra ktora swieci najmocniej posrod chlodu nocy. ilu adeptow tyle sciezek. kazde z nas dazy do wyzwolenia siebie wyzwalajac w ten sposob ogol. jestes dla siebie jedynym bogiem a jako ze nie mozna bic poklonow przed soba nie wyznajesz nikogo. dookola jest tylko pustka, ktorej najgoretsza praca nie zdola zapelnic, mimo to ty wciaz ocierasz pot z czola. to nie jest wiara w efekt bo tego efektu jest zawsze zbyt malo, zawsze moze go byc wiecej. to wiara w idee bez wzgledu na jej owoce. ale pragmatycznosc tej wiary daje ci spojrzenie na kazde male zwyciestwo i jego niepodwazalna wartosc...
to wszystko zreszta to zadna egzaltacja to poprostu namiastka codziennego uczucia przelana na ekran...
sprawdzac sie ma przede wszystkim jako samodzielna filozofia zyciowa w pelni samowystarczalna i pramgatyczna a mimo to kompatybilna ze wszelkimi pozytywnymi ruchami zyciowymi, nie jako wydumana ortodoksyjna doktryna, ktora poprostu pewne rzeczy kaze abys nie musial/a pytac myslec kwestionowac sam/a.
czynienie dobra jest centralnym aktem wyzwalania siebie i otoczenia. baczenie na wlasciwe godne zachowanie, nie krepuje bynajmniej twoich ruchow a sprawia ze kazde dzialanie staje sie swiadome, zycie staje sie medytacja. kontestacja ktora wyklada twoja sciezke drogocennymi kamieniami.
wyzwolenie nie jest celem jest zwienczeniem wysilkow. prawidziwym wyzwoleniem jest droga, trud wkladany i to ze przeklada sie na owoce.
praca nad soba jest codziennym wyznacznikiem dazenia do przodu wedle zasad, ktore okreslasz sam/a i przestrzegasz ich bo wierzysz w wielkosc i prawosc swoich wyborow bo sa podporzadkowane idei dobra rownosci szacunku dazenia do wolnosci. wolnosci, ktorej nie widac w doczesnych przymiotach, w materialnej korzysci. poklony bite nie ikonom ale boskosci, ktora masz w sobie, kazde z nas ma w sobie pierwiastek spelnienia, a twoje cialo jest twoja swiatynia.
ciagle kwestionowanie to pokonywanie kolejnych stopni, schodow w gore, w dol, po prostu w przod. paradoks? liczy sie rozwoj a nie jego kierunek.
pomoc innym, altruistyczne dzialania staja sie kluczowe z wielu wzgledow.
rownosc staje sie oczywistoscia.
szacunek wobec zycia, zaduma nad ksztaltem swiata blyszcza jak zloto.
to najslabsza iskra ktora swieci najmocniej posrod chlodu nocy. ilu adeptow tyle sciezek. kazde z nas dazy do wyzwolenia siebie wyzwalajac w ten sposob ogol. jestes dla siebie jedynym bogiem a jako ze nie mozna bic poklonow przed soba nie wyznajesz nikogo. dookola jest tylko pustka, ktorej najgoretsza praca nie zdola zapelnic, mimo to ty wciaz ocierasz pot z czola. to nie jest wiara w efekt bo tego efektu jest zawsze zbyt malo, zawsze moze go byc wiecej. to wiara w idee bez wzgledu na jej owoce. ale pragmatycznosc tej wiary daje ci spojrzenie na kazde male zwyciestwo i jego niepodwazalna wartosc...
to wszystko zreszta to zadna egzaltacja to poprostu namiastka codziennego uczucia przelana na ekran...
środa, 17 sierpnia 2011
sangha
w buddyzmie mowi sie o 3 klejnotach, 3 schronieniach najwazniejszych filarach, na ktorych ludzie opieraja swoje dazenia,wiare, praktyke. jeden z nich wymieniany zazwyczaj na koncu to sangha czyli buddyjskie zgromadzenie, gmina, lokalna spolecznosc buddyjska, twoje oparcie w innych.
ostatnio przed koncertem w rudzie ktos dzielac sie ze mna swoimi spostrzezeniami na temat jednej polskiej sanghi uzmyslowil mi cos dosc istotnego. bez kitu zastanawia mnie to jak pozno trafiaja do nas najprostsze rozkminy. moze oczywiscie to ze mna jest cos nie tak. to co mowil, trzeba by pewnie przefiltrowac biorac poprawke na rozne konwenanse wewnetrzne mniej lub bardziej zamknietych spolecznosci religijnych ale ogolnie
mowil m.in. ze bedac w ciezkiej sytuacji zyciowej staral sie zgromadzic zasob floty, ktory moglby byc jego wkladem finansowym w dotowanie stupy, na ktora akurat zbierala hajs sangha, z ktora byl poniekad zwiazany i do ktorej chcial udac sie na praktyki. ze co innego oczywiscie jesli jestes wagabondem krazysz i zamykasz swoj budzet w minimum czy jalmuznie, ale pomijajc kwestie tego, ze traktowanym jest sie po danym wkladzie finansowym z sensownym respektem, to gminy i tak sa w calosci utrzymywane z datkow. co jest w tym podejsciu takiego rewolucyjnego? az i tylko tyle, ze nie jest to motyw typu "kiepsko przede ale sie wspieramy wiec kupie u was browar, zaplace za koncert i raz na miesiac dam dwojke na antyfaszystow" (nie wspominajac o "radzcie sobie sami ze swoimi obciazeniami, a skoro oferujecie cos nie wymagajac za to pieniedzy to ja nie bede placil ani pomagal tylko korzystal"). obciazanie sie dodatkowymi nakladami pracy, zeby nie skorzystac z tego na bezposrednim poziomie prywatnym i wylozyc wszystko na darczynienie jest naprawde czyms wyjatkowym szczegolnie jesli nie ma sie ciekawej sytuacji prywatno-ekonomiczno-zyciowej.
z kolei na jednym antyszczycie za granica bylem troche w szoku widzac jakie naklady pieniadza ida na wyzywienie aktywistow i ile z tej kasy wciaz brakowalo. wciaz zrozumialym wydaje mi sie podejscie typu "jestesmy z tej biedniejszej europy nie koniecznie musi byc stac nas na wywalenie kaski na wache w obie strony za granice i placenie 5 ojro od glowy za posilek czyli w sumie ok kola za niecaly tydzien i tak budzetowego zarcia dla kilku osob" , ale jesli przefiltrujesz je przez pryzmat powyzszej rozkminy to sprawa wyglada troche bardziej zastanawiajaco.
pod rozkmine.
ostatnio przed koncertem w rudzie ktos dzielac sie ze mna swoimi spostrzezeniami na temat jednej polskiej sanghi uzmyslowil mi cos dosc istotnego. bez kitu zastanawia mnie to jak pozno trafiaja do nas najprostsze rozkminy. moze oczywiscie to ze mna jest cos nie tak. to co mowil, trzeba by pewnie przefiltrowac biorac poprawke na rozne konwenanse wewnetrzne mniej lub bardziej zamknietych spolecznosci religijnych ale ogolnie
mowil m.in. ze bedac w ciezkiej sytuacji zyciowej staral sie zgromadzic zasob floty, ktory moglby byc jego wkladem finansowym w dotowanie stupy, na ktora akurat zbierala hajs sangha, z ktora byl poniekad zwiazany i do ktorej chcial udac sie na praktyki. ze co innego oczywiscie jesli jestes wagabondem krazysz i zamykasz swoj budzet w minimum czy jalmuznie, ale pomijajc kwestie tego, ze traktowanym jest sie po danym wkladzie finansowym z sensownym respektem, to gminy i tak sa w calosci utrzymywane z datkow. co jest w tym podejsciu takiego rewolucyjnego? az i tylko tyle, ze nie jest to motyw typu "kiepsko przede ale sie wspieramy wiec kupie u was browar, zaplace za koncert i raz na miesiac dam dwojke na antyfaszystow" (nie wspominajac o "radzcie sobie sami ze swoimi obciazeniami, a skoro oferujecie cos nie wymagajac za to pieniedzy to ja nie bede placil ani pomagal tylko korzystal"). obciazanie sie dodatkowymi nakladami pracy, zeby nie skorzystac z tego na bezposrednim poziomie prywatnym i wylozyc wszystko na darczynienie jest naprawde czyms wyjatkowym szczegolnie jesli nie ma sie ciekawej sytuacji prywatno-ekonomiczno-zyciowej.
z kolei na jednym antyszczycie za granica bylem troche w szoku widzac jakie naklady pieniadza ida na wyzywienie aktywistow i ile z tej kasy wciaz brakowalo. wciaz zrozumialym wydaje mi sie podejscie typu "jestesmy z tej biedniejszej europy nie koniecznie musi byc stac nas na wywalenie kaski na wache w obie strony za granice i placenie 5 ojro od glowy za posilek czyli w sumie ok kola za niecaly tydzien i tak budzetowego zarcia dla kilku osob" , ale jesli przefiltrujesz je przez pryzmat powyzszej rozkminy to sprawa wyglada troche bardziej zastanawiajaco.
pod rozkmine.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
maitrea przybyl przy dzwiekach flying lotus

omowmy sie zycie dzieli sie pomiedzy moementy uniesienia i ta zwykla reszte.
pomiedzy te momenty kiedy czujesz, ze odkradlas swoje zycie z powrotem, a ta cala reszte kiedy ciagle jestes wiezniem.
wiara daje sile ale myslalas kiedy o tym ze wiara we wlasna wiare daje jej moc rzeczywista? czym jest blogoslawienstwo czym sa poswiecone dary od kaplanow? czyms co wierzysz ze posiada specjalna moc czy wartosc, bo nosi boski/duchowy slad. ale jesli nie wierzysz w to ze jest to przedmiot czy gest z dana swieta moca a jednak przyjmujesz ich istnienie pod taka nazwa, semantycznie zakladasz ze jest w nich cos wyjatkowego. mozesz wiec ta wyjatkowosc puszczac mimo uszu ale ja honorujesz, zakladasz ze jest blogoslawienstwem czymkolwiek by ono nie bylo...
sa te momenty w zyciu, kiedy slyszysz czy nawijasz niesamowity rap, kiedy kladziesz swoje imie na mur za kazdym rogiem, kiedy rzucasz kamien w odpowiednia strone, walisz w bebny, budzisz sie w srodku nocy ksiezyc w pelni tak ze nie potrzeba swiatel, kiedy jestes w najpiekniejszej scenerii swiata a dookola nie ma nikogo innego, kiedy czujesz cos tam w srodku, wybuch galatyki, cos czego nie chcesz zatrzymac, chcesz dac temu uciec, zeby tego nie zniewalac a wiesz ze mimo to nigdy nie zniknie z twojego wnetrza, pozostawi trwaly slad, wdruk na duszy.
to byl wlasnie jeden z takich momentow -
maitrea przybyl przy dzwiekach flying lotus. 3 dzien trzeciego miesiaca nowego roku-w mongolii dosc szczegolna data. w tym dniu dostac blogoslawienstwo, nawet jesli nie jestes pewna czego dotyczy to powinno byc cos. szczegolnie jesli nie wierzysz w buddyjskie cuda niewidy, tak samo jak nie wierzysz w katolickie czy jakiekolwiek inne, a zamiast tego po prostu w jakas uniwersalna transmisje energii.

maj 2011 ulaanbaatar mng
kazdy nie zmarnowany krok
uniwersalne blogoslawienstwo ktore daje dla swiata
bo wszystko co wystrzelisz w kosmos w koncu wraca
czwartek, 14 kwietnia 2011
i create/when i drop a rhyme
dobra nuta indamiks
po dobrym dymku shanghai brings
dobry mc i starodawne madrosci
tworzymy historie
wiec lepiej wstrzymaj poscig
sorom horom newtruuleg. ulaanbaatar, mongolia, marzec 2011
po dobrym dymku shanghai brings
dobry mc i starodawne madrosci
tworzymy historie
wiec lepiej wstrzymaj poscig
sorom horom newtruuleg. ulaanbaatar, mongolia, marzec 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
