wychodzac z cyklu hibernacyjnego mam wrazenie ze znalazlem sie w nowej galaktyce. zdecydowanie jest to galaktyka ktora conajmniej osiagnela a byc moze przeszla juz wewnetrzna faze robota - charakteryzuje sie to wyniszczeniem zycia. proznia jest az osaczajaca w swej esencji. mimo to towarzyszy mi dziwne uczucie spokoju. moja cybernetyka zaczyna dojrzewac niczym mlodziencze cialo zrastac sie z rdzeniem chwili, chlonac duchowa energie piatego wymiaru. czuje jakby pulsowanie w tlokach, jakby dudniace tetno, slysze dalekie echo rozchodzace sie po wszystkich pokladach frachtowca, ktory transportuje mnie w czasie i przestrzeni. uderzenia staja sie coraz bardziej intensywne czuje je w trzewiach. niskie bebnienie zaczyna wykrecac moje jelita i zmienia je w zyjace mechaweze, ktore kasaja od wewnatrz moje narzady wewnetrzne pozerajac mnie od srodka. symbiotyczne wlasciwosci tych dzwiekowych stworzen pozwalaja im na zespolenie z moimi robotycznymi czesciami i w ten sposob powstaje pierwszy z kolejnej rasy o jedynym osobniku. wiem juz wtedy ze przerazajace zmijowe bebny staly sie na nadchodzace eony moim pulsem. trzeba przeciez zbudowac podrozujace w kosmos piramidy, stworzyc ludzi, wymyslic dolara i system wieziennictwa, zbombardowac kilka krajow i dac ludziom internet. nie bedzie juz czasu na hiphopowe ceremonie. chuj.
najbliższe gigi zagramy ze żmijowymi bębnami w:
poznaniu - 16.01
wrocławiu - 31.01
warszawie - 13.02
potem nagrywamy dźwięki wielorybów na złote winyle i wysyłamy je w kosmos.
a kto wogle nie czai walosza to zapraszam z zalegla praca domowa bo napewno juz masz wykorzystane nieprzygotowania.
http://soundcloud.com/walosz
seen!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą negacja kultury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą negacja kultury. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 stycznia 2015
sobota, 17 maja 2014
czwartek, 3 kwietnia 2014
niedziela, 5 stycznia 2014
wtorek, 10 grudnia 2013
poniedziałek, 18 lutego 2013
fatajs in space
pt 2 fatajs in hell comming soon...
tagi:
dzwiek,
fatajs,
muzyka sfer,
negacja kultury,
oszustwo,
rap
piątek, 27 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
its rap its vegan and its slavic bwoy
pierwsza solowka z piwnicy czeskich wariatów z KZT - ∞ Kolony, dzis premiera. ponizej probka
środa, 17 sierpnia 2011
historia wladzy historia wyzwolenia
niewykluczone, ze kiedys bylismy wolni...
pewnie nasze spolecznosci wygladaly inaczej, byly zorganizowane w inny sposob, bardziej lub mniej autonomicznie, rownosciowo, wolnosciowo. nie wiadomo tak naprawde jak bylo. czy byly patriarchalne czy matriarchalne.podobno nie bylo tak, ze przed patriarchatem powszechnie istnial matriarchat bedacy duzo bardziej rownosciowym ustrojem mentalnym, to podobno tylko wyjatki. ale dalej w przyszlosc to nie bedzie tak ze dojdziemy(spoleczenstwo) do jakiegos stopnia swiadomosci i wtedy bedziemy w stanie funkcjonowac wolnosciowo.
czlowiek rodzi sie wolny i to jest jego jedyna okazja.ja sie nie znam nie jestem historykiem wiec moze sie myle, ale ucisk nie istnieje od zawsze, ale napewno od dawna.ludzie sie kontrolowali w chuj.kiedys pewnie zyli inaczej ale watpliwe azebysmy umieli do tego wrocic. to wolnosciowe mrzonki. wladze stworzylismy my sami a jesli nie my to ci ktorych geny nosimy w sobie. nie wierze, ze ucisk przywiezli kosmici, nie wierzy w to nawet daniken-dla niego oni pewnie sa ponad.
oczywiscie mozna wystosowac teze, ze dominacja jako proces bilogiczny i wyzysk jako zachowanie ewolucyjne rosly wraz z objetoscia puszki mozgowej homo sa wiec nierozerwalnie zwiazane z nasza historia ale to znaczyloby rowniez, ze poddanstwo i kontrola sa i pozostana rowniez nieodlacznymi cechami naszego istnienia i stawka jest tylko to czy znajdziesz sie w zlotych komnatach czy w chlodnych lochach
ale spojrzmy na to tak: kiedys ludzie (prawdopodobnie) tworzyli autonomiczne komuny, spolecznosci dzielili sie obowiazkami i prawami w sposob ustalony nie przez mechanizmy patriarchalne tylko zdecydowanie duzo bardziej egalitarne. ale cos sie w tym stanie rzeczy zmienilo. jak i kiedy?-na takie pytania jest pewnie wiele odpowiedzi w zaleznosci od tego z ktorej strony spojrzymy i na jakie fakty. jedna rzecz jednak trzeba sobie powiedziec-to ci wolni ludzie, ci prymitywni ludzie protoprymitywisci, na ktorych wiele osob spoglada teraz z rozrzewieniem, to wlasnie oni zaczeli zabijac, brac w niewole, okradac, gwalcic i czynic sobie poddanymi innych sobie podobnych, tyle ze slabszych, mniej sprytnych, mniej zaradnych czy poprostu bardziej latwowiernych. prawo dzungli. ciagle zyjemy w tej dzungli, i trudno mi wierzyc ze czlowiek kiedykolwiek zejdzie z drzewa...
czesc osob chce przede wszystkim mozliwosci wyrwania sie ze spolecznego lagru, kreowania wlasnych enklaw samowystarczalnosci gdzies daleko od huku maszyn. niektorzy maja inne oczekiwania-budowanie wlasnych spolecznosci wspolistniejacych z innymi grupami badz poprostu w zoladku spolecznego molocha. potrzebne sa naklady pracy, sily, finansow, czasu. planowanie, aktywnosc, obrona przed ofensywa ze strony faszystowskich bojowek w uniformach albo i bez nich. walka, starcia, trwanie przy swoich pogladach. przetrwanie. to w czym bierzemy udzial to walka plemion. ewolucyjne prawo mowiace o dazeniu do przekazania wlasnych genow. gen wolnosci to rzadka mutacja byc moze pozostalosc po naszej zwierzecej przeszlosci. w momencie pokonania obecnego systemu politycznego czy tez w momencie krachu systemu ekonomicznego mamy niepowtarzalna mozliwosc powrotu do stanu rzeczy sprzed tysiecy lat. stanu braku centralnego osrodka kontroli spolecznej. zalozmy, ze tak sie dzieje i wracamy do plemiennego stanu rzeczy. kto wygra i kiedy znow ewoluujac wrocimy do tego co mamy teraz? jak bedzie wygladac wolnosciowa hegemonia? jaka bedzie nasza rewolucja, jakie beda walki o obalenie systemow, czym w rzeczywistosci beda konflikty o wolnosc gloszenia wlasnego pogladu [czyt. dominacje, przywodztwo(sic!)] pomiedzy faszystami i autonomistami.i czy to napewno zwolennicy silnej reki zaatakuja pierwsi? i co im grozi w razie przegranej? loch czy banicja, poddanstwo czy przymusowa resocjalizacja?
naprawde niewiele sie zmienilo i niewiele ma szanse sie zmienic...
kuchnia na syrenie totalnie deszczowa noc
pewnie nasze spolecznosci wygladaly inaczej, byly zorganizowane w inny sposob, bardziej lub mniej autonomicznie, rownosciowo, wolnosciowo. nie wiadomo tak naprawde jak bylo. czy byly patriarchalne czy matriarchalne.podobno nie bylo tak, ze przed patriarchatem powszechnie istnial matriarchat bedacy duzo bardziej rownosciowym ustrojem mentalnym, to podobno tylko wyjatki. ale dalej w przyszlosc to nie bedzie tak ze dojdziemy(spoleczenstwo) do jakiegos stopnia swiadomosci i wtedy bedziemy w stanie funkcjonowac wolnosciowo.
czlowiek rodzi sie wolny i to jest jego jedyna okazja.ja sie nie znam nie jestem historykiem wiec moze sie myle, ale ucisk nie istnieje od zawsze, ale napewno od dawna.ludzie sie kontrolowali w chuj.kiedys pewnie zyli inaczej ale watpliwe azebysmy umieli do tego wrocic. to wolnosciowe mrzonki. wladze stworzylismy my sami a jesli nie my to ci ktorych geny nosimy w sobie. nie wierze, ze ucisk przywiezli kosmici, nie wierzy w to nawet daniken-dla niego oni pewnie sa ponad.
oczywiscie mozna wystosowac teze, ze dominacja jako proces bilogiczny i wyzysk jako zachowanie ewolucyjne rosly wraz z objetoscia puszki mozgowej homo sa wiec nierozerwalnie zwiazane z nasza historia ale to znaczyloby rowniez, ze poddanstwo i kontrola sa i pozostana rowniez nieodlacznymi cechami naszego istnienia i stawka jest tylko to czy znajdziesz sie w zlotych komnatach czy w chlodnych lochach
ale spojrzmy na to tak: kiedys ludzie (prawdopodobnie) tworzyli autonomiczne komuny, spolecznosci dzielili sie obowiazkami i prawami w sposob ustalony nie przez mechanizmy patriarchalne tylko zdecydowanie duzo bardziej egalitarne. ale cos sie w tym stanie rzeczy zmienilo. jak i kiedy?-na takie pytania jest pewnie wiele odpowiedzi w zaleznosci od tego z ktorej strony spojrzymy i na jakie fakty. jedna rzecz jednak trzeba sobie powiedziec-to ci wolni ludzie, ci prymitywni ludzie protoprymitywisci, na ktorych wiele osob spoglada teraz z rozrzewieniem, to wlasnie oni zaczeli zabijac, brac w niewole, okradac, gwalcic i czynic sobie poddanymi innych sobie podobnych, tyle ze slabszych, mniej sprytnych, mniej zaradnych czy poprostu bardziej latwowiernych. prawo dzungli. ciagle zyjemy w tej dzungli, i trudno mi wierzyc ze czlowiek kiedykolwiek zejdzie z drzewa...
czesc osob chce przede wszystkim mozliwosci wyrwania sie ze spolecznego lagru, kreowania wlasnych enklaw samowystarczalnosci gdzies daleko od huku maszyn. niektorzy maja inne oczekiwania-budowanie wlasnych spolecznosci wspolistniejacych z innymi grupami badz poprostu w zoladku spolecznego molocha. potrzebne sa naklady pracy, sily, finansow, czasu. planowanie, aktywnosc, obrona przed ofensywa ze strony faszystowskich bojowek w uniformach albo i bez nich. walka, starcia, trwanie przy swoich pogladach. przetrwanie. to w czym bierzemy udzial to walka plemion. ewolucyjne prawo mowiace o dazeniu do przekazania wlasnych genow. gen wolnosci to rzadka mutacja byc moze pozostalosc po naszej zwierzecej przeszlosci. w momencie pokonania obecnego systemu politycznego czy tez w momencie krachu systemu ekonomicznego mamy niepowtarzalna mozliwosc powrotu do stanu rzeczy sprzed tysiecy lat. stanu braku centralnego osrodka kontroli spolecznej. zalozmy, ze tak sie dzieje i wracamy do plemiennego stanu rzeczy. kto wygra i kiedy znow ewoluujac wrocimy do tego co mamy teraz? jak bedzie wygladac wolnosciowa hegemonia? jaka bedzie nasza rewolucja, jakie beda walki o obalenie systemow, czym w rzeczywistosci beda konflikty o wolnosc gloszenia wlasnego pogladu [czyt. dominacje, przywodztwo(sic!)] pomiedzy faszystami i autonomistami.i czy to napewno zwolennicy silnej reki zaatakuja pierwsi? i co im grozi w razie przegranej? loch czy banicja, poddanstwo czy przymusowa resocjalizacja?
naprawde niewiele sie zmienilo i niewiele ma szanse sie zmienic...
kuchnia na syrenie totalnie deszczowa noc
tymczasowa strefa autonomiczna
dogrzebalem sie do jednej starej nieskonczonej produkcji, ktora nie ma juz chyba szansy byc jakkolwiek posunieta dalej wiec wrzucam surowke nagrana trzy lata temu. bit fiti sound z istambulu.
podstawowa inspiracja tego tekstu jest opracowanie tematu spontanicznych powstan wolnosciowych autorstwa hakim beya w pracy 'temporary autonomous zone'.
tekst omawia zagadnienia zwiazane z teoria i dynamika najrozniejszych stref, dzialan i okresow autonomicznych i wolnosciowych dajac wykladnie teoretyczna zjawisk takich jak rave party, skloting, masa krytyczna, enklawy wolnosciowe. dosc duzo uwagi poswieca hakim bey skojarzeniu zjawisk, inicjatyw czy przestrzeni wspolczesnych ze zjawiskami takimi jak pirackie wyspy-kryjowki czy wyzwolenie miasta fiume na granicy wloch i chorwacji w nastepstwie I wojny swiatowej. poruszony jest tez watek powstania, rewolty wolnosciowej i wszelich wybuchow wyzwolenia jako doswiadczen wyzwalajacych dalece bardziej niz rewolucja jako, ze sa one tworami tymczasowymi dzieki temu wiec nie moga nosic cech jakiejkolwiek stagnacji, hierarchii, rutyny bo gdy te wkradaja sie w ich istnienie wolnosc wygasa a strefa autonomiczna zanika...
dla zwolennikow powstan i insurekcjonistow lektura mus, dla tych watpiacych w sile chaosu-wciagajaca argumentacja. tak czy inaczej absolutna klasyka z dziedziny teorii dynamiki zjawisk wolnosciowych
prace hakim beya
podstawowa inspiracja tego tekstu jest opracowanie tematu spontanicznych powstan wolnosciowych autorstwa hakim beya w pracy 'temporary autonomous zone'.
tekst omawia zagadnienia zwiazane z teoria i dynamika najrozniejszych stref, dzialan i okresow autonomicznych i wolnosciowych dajac wykladnie teoretyczna zjawisk takich jak rave party, skloting, masa krytyczna, enklawy wolnosciowe. dosc duzo uwagi poswieca hakim bey skojarzeniu zjawisk, inicjatyw czy przestrzeni wspolczesnych ze zjawiskami takimi jak pirackie wyspy-kryjowki czy wyzwolenie miasta fiume na granicy wloch i chorwacji w nastepstwie I wojny swiatowej. poruszony jest tez watek powstania, rewolty wolnosciowej i wszelich wybuchow wyzwolenia jako doswiadczen wyzwalajacych dalece bardziej niz rewolucja jako, ze sa one tworami tymczasowymi dzieki temu wiec nie moga nosic cech jakiejkolwiek stagnacji, hierarchii, rutyny bo gdy te wkradaja sie w ich istnienie wolnosc wygasa a strefa autonomiczna zanika...
dla zwolennikow powstan i insurekcjonistow lektura mus, dla tych watpiacych w sile chaosu-wciagajaca argumentacja. tak czy inaczej absolutna klasyka z dziedziny teorii dynamiki zjawisk wolnosciowych
prace hakim beya
czwartek, 21 lipca 2011
jestem w twoim umysle nie
troche luzno powiazanych uwag z dosc intensywnej rozkminy juz sporo czasu temu
czym jest badanie opisywanie symptomow widze problem umiem go rozpoznac ale czy napewno dlaczego musze to negowac przeciez zrodzilismy sie z ciekawosci to naturalne ze chcemy wiedziec wiec wadliwe jest tylko narzedzie a nie zalozenie u zrodla
czy to ze jestesmy odlegli od siebie socjalizacja sprawia ze nasze wnetrza sa niczym anty- i materia? czy to poprostu dwie oddzielne, odmienne jaskinie. oba-jaskinie jednak.oba mimo jednak, ze tak samo jaskinie, to wciaz, bezdenne, zimne, nierozswietlone nawet iskra z powierzchni
to jak widzisz procesy w srodku jest tylko wtornym rozpoznaniem procesow ktore sie dzieja, za pomoca narzedzi jakie dal ci swiat. a swiat to nie twoje marzenia i checi
to calkiem brutalny komiks w ktorym korzystasz z tego co daje ci otoczenie i chloniesz kazdy wzorzec, nawet jesli negatywny, nawet jesli rozpoznajesz go jako negatywny to matryca chlonie uklady odniesienia, tworzy skale, gromadzi infomacje, analizuje. zastanow sie ile razy po fakcie zorientowalas sie ze postapilas zle. jesli podswiadomie rozpoznawalabys dobro i zlo, a nie wtornie je reinterpretowala, bylabys w stanie zapobiec wiekszosci zlych uczynkow, ktore zalezne byly od ciebie, albo bylabys poprostu ta zla osoba-zla z premedytacja
czlowiek czlowiekowi kosmosem
to jak rozumiesz moje reakcje jest mierzone tym jak jestes sobie w stanie je wytlumaczyc. nasza relacje kreuje nie moje czy twoje zachowanie ale moje wyobrazenie o tobie i twoje o mnie.
jak duza masz pojemnosc na gromadzenie danych (o moich zachowaniach) zamiast na moj temat wypluwania teorii?
skad wiesz ze moje zachowania tworza jakis powtarzalny schemat, ze jestem mentalnie zorganizowany, ze to ze robie jedno znaczy ze uwazam drugie, zgodnie z zaleznosciami opisanymi w ksiazkach, lub odczuwanymi przez ciebie??
czy to mozliwe ze jestesmy wychowywani w roznych wszechswiatach postrzegania czlowieka i relacji?? czy kultura i spojrzenie na inne pierwiastki kosmosu otoczenia przetapia twoj zestaw reakcji i inne procesy powoduja u ciebie te same reakcje a rozne reakcje powodowane sa przez identyczne u nas obojga procesy?
jesli (rozne) spoleczenstwa ucza nas roznych sposobow postrzegania materii wszechswiata-krajobrazow, dzwieku, zwierzat, zjawisk przyrody, tworza boga, ktorego najwazniejsze zestawy cech zwracaja uwage na rozne aspekty jego istoty nie wspominajac o tym ze bogowie poprostu sie roznia, (chyba ze bog jest juz dla nas tylko projekcja spoleczna) to nie wspominajmy wogle o tym ze inaczej widzimy rownorzedna istote zawieszona w zalozeniu w tych samych watpliwosciach, inaczej widzimy swoje miejsce w relacji, w rozmowie, inna widzimy role powitania i sposob oddania sobie wzajemnie szacunku. z innych powodow mowimy dziekuje i ustepujemy miejsca. jesli taka moc ma wielkie spoleczenstwo, to co mozna z czlowiekiem zrobic w tak intymnym otoczeniu jak rodzina? i nie jest to tylko reakcja zwrotna na otrzymane bodzce, to juz zmieniony zapis tasmy z instrukcjami, odmienny jakby budulec, operowanie innymi pojeciami a nie tylko rozne efekty zalezne od modelowania-to zmieniony material, w ktorym mozemy dodatkowo rzezbic wszelkimi spoleczno-miedzyludzkimi sposobami. dwie plaszczyzny a nie pojedyncza socjalizacja.
jaka teraz daje to moc osobie zaznajomionej z powszechnym modelowym wizerunkiem czlowieka promowanego w spoleczenstwie, a mimo to dysponujacej innym zestawem instrumentow do oceniania jakosci swiatow. ona rozumie przecietnego ciebie a przecietny ty nie rozumiesz jej. moze rozumienie to za duzo powiedziane, ale zna mozliwie uruchomiace sie mechanizmy, wie czego sie spodziewac, zna to.
czlowiek jest dla czlowieka kurwa, zle sie dzieje. moze jestem paranoikiem ale zdarza mi sie pomyslec czy to co ktos mowi jest prawda czy klamstwem. bywaja okolicznosci kiedy przemyka ci taka mysl przez skronie mimo ze ani nie spodziewasz sie tego po danej osobie ani po sobie oceniania jej w taki sposob (nie chodzi nawet o to czy ktos klamie ale jaki motyw w miejsce szczerosci moze sie kryc za danymi slowami czy postepowaniem.niekoniecznie zly. poporstu nieoczywisty, czyli nie szczery bo ukryty-niezakomunikowany...). czy to jednak nie gasi na chwile tej lampy co rozpraszac miala mrok grzechu (a majacej przeciez plonac wiecznie), tej dobroci i wiary w ludzi? czy nie napedza twojego strachu? czy nie czujesz ze pomagajac innym uczac innych trzeba grodzic wlasna swiadomosc? jak bardzo byc otwartym? kto jest znajomym a kto bratem? jak mozesz otwierac swoj skarbiec przed kims kto prowadzi cie po piwnicach. nie boisz sie ze tak samo jak istnieje dobro tak samo moze istniec reakcja obronna na nie ktora zwie sie wykorzystaniem cudzej naiwnosci? to jak to jest, zastanow sie jeszcze raz i odpowiedz mi prosze. jestes budda czy frajerem?
...
istnieje we mnie dosc gleboka obawa, obawa jest tu zreszta slowem nieadekwatnie malo przerazonym, ze oczekujemy wzajemnie czego innego. ze moja czern jest twoim blekitem choc obydwoje mowimy na nia purpura. i kiedy ty widzisz blekit ja widze smole mimo ze kiedy ja widze krew to i ty widzisz krew, tyle ze zadne z nas nie zna jej jakosci ani zadne z nas nie wie jak postrzega juche to drugie z nas. kazde wypowiedziane przez ciebie slowo moze miec te same konotacje, werbalizowac podobny zestaw mysli, byc zawieszone w tej samej semantyce, ale roznic sie moga spoczywajace na nim oczekwiania.moga. ba. roznia sie kurwa i jestem bezradny chcac postepowac tak jak mnie o to prosisz bo nie wiem przeciez o co prosisz...
dlatego nauka nie ma innej mozliwosci tylko przegrac. podstawa nauki jest obiektywizm, ktory dla nas nie istnieje bo nie istnieje obiektywny uklad odniesienia, cala reszta to niezrozumiale komunikaty. a jako ze kazdy zmysl to swego rodzaju twoja nauka o swiecie, o danych jego dziedzinach, komunikacja z otoczeniem, to ta komunikacja zawodzi. lampa gasnie.
czym jest badanie opisywanie symptomow widze problem umiem go rozpoznac ale czy napewno dlaczego musze to negowac przeciez zrodzilismy sie z ciekawosci to naturalne ze chcemy wiedziec wiec wadliwe jest tylko narzedzie a nie zalozenie u zrodla
czy to ze jestesmy odlegli od siebie socjalizacja sprawia ze nasze wnetrza sa niczym anty- i materia? czy to poprostu dwie oddzielne, odmienne jaskinie. oba-jaskinie jednak.oba mimo jednak, ze tak samo jaskinie, to wciaz, bezdenne, zimne, nierozswietlone nawet iskra z powierzchni
to jak widzisz procesy w srodku jest tylko wtornym rozpoznaniem procesow ktore sie dzieja, za pomoca narzedzi jakie dal ci swiat. a swiat to nie twoje marzenia i checi
to calkiem brutalny komiks w ktorym korzystasz z tego co daje ci otoczenie i chloniesz kazdy wzorzec, nawet jesli negatywny, nawet jesli rozpoznajesz go jako negatywny to matryca chlonie uklady odniesienia, tworzy skale, gromadzi infomacje, analizuje. zastanow sie ile razy po fakcie zorientowalas sie ze postapilas zle. jesli podswiadomie rozpoznawalabys dobro i zlo, a nie wtornie je reinterpretowala, bylabys w stanie zapobiec wiekszosci zlych uczynkow, ktore zalezne byly od ciebie, albo bylabys poprostu ta zla osoba-zla z premedytacja
czlowiek czlowiekowi kosmosem
to jak rozumiesz moje reakcje jest mierzone tym jak jestes sobie w stanie je wytlumaczyc. nasza relacje kreuje nie moje czy twoje zachowanie ale moje wyobrazenie o tobie i twoje o mnie.
jak duza masz pojemnosc na gromadzenie danych (o moich zachowaniach) zamiast na moj temat wypluwania teorii?
skad wiesz ze moje zachowania tworza jakis powtarzalny schemat, ze jestem mentalnie zorganizowany, ze to ze robie jedno znaczy ze uwazam drugie, zgodnie z zaleznosciami opisanymi w ksiazkach, lub odczuwanymi przez ciebie??
czy to mozliwe ze jestesmy wychowywani w roznych wszechswiatach postrzegania czlowieka i relacji?? czy kultura i spojrzenie na inne pierwiastki kosmosu otoczenia przetapia twoj zestaw reakcji i inne procesy powoduja u ciebie te same reakcje a rozne reakcje powodowane sa przez identyczne u nas obojga procesy?
jesli (rozne) spoleczenstwa ucza nas roznych sposobow postrzegania materii wszechswiata-krajobrazow, dzwieku, zwierzat, zjawisk przyrody, tworza boga, ktorego najwazniejsze zestawy cech zwracaja uwage na rozne aspekty jego istoty nie wspominajac o tym ze bogowie poprostu sie roznia, (chyba ze bog jest juz dla nas tylko projekcja spoleczna) to nie wspominajmy wogle o tym ze inaczej widzimy rownorzedna istote zawieszona w zalozeniu w tych samych watpliwosciach, inaczej widzimy swoje miejsce w relacji, w rozmowie, inna widzimy role powitania i sposob oddania sobie wzajemnie szacunku. z innych powodow mowimy dziekuje i ustepujemy miejsca. jesli taka moc ma wielkie spoleczenstwo, to co mozna z czlowiekiem zrobic w tak intymnym otoczeniu jak rodzina? i nie jest to tylko reakcja zwrotna na otrzymane bodzce, to juz zmieniony zapis tasmy z instrukcjami, odmienny jakby budulec, operowanie innymi pojeciami a nie tylko rozne efekty zalezne od modelowania-to zmieniony material, w ktorym mozemy dodatkowo rzezbic wszelkimi spoleczno-miedzyludzkimi sposobami. dwie plaszczyzny a nie pojedyncza socjalizacja.
jaka teraz daje to moc osobie zaznajomionej z powszechnym modelowym wizerunkiem czlowieka promowanego w spoleczenstwie, a mimo to dysponujacej innym zestawem instrumentow do oceniania jakosci swiatow. ona rozumie przecietnego ciebie a przecietny ty nie rozumiesz jej. moze rozumienie to za duzo powiedziane, ale zna mozliwie uruchomiace sie mechanizmy, wie czego sie spodziewac, zna to.
czlowiek jest dla czlowieka kurwa, zle sie dzieje. moze jestem paranoikiem ale zdarza mi sie pomyslec czy to co ktos mowi jest prawda czy klamstwem. bywaja okolicznosci kiedy przemyka ci taka mysl przez skronie mimo ze ani nie spodziewasz sie tego po danej osobie ani po sobie oceniania jej w taki sposob (nie chodzi nawet o to czy ktos klamie ale jaki motyw w miejsce szczerosci moze sie kryc za danymi slowami czy postepowaniem.niekoniecznie zly. poporstu nieoczywisty, czyli nie szczery bo ukryty-niezakomunikowany...). czy to jednak nie gasi na chwile tej lampy co rozpraszac miala mrok grzechu (a majacej przeciez plonac wiecznie), tej dobroci i wiary w ludzi? czy nie napedza twojego strachu? czy nie czujesz ze pomagajac innym uczac innych trzeba grodzic wlasna swiadomosc? jak bardzo byc otwartym? kto jest znajomym a kto bratem? jak mozesz otwierac swoj skarbiec przed kims kto prowadzi cie po piwnicach. nie boisz sie ze tak samo jak istnieje dobro tak samo moze istniec reakcja obronna na nie ktora zwie sie wykorzystaniem cudzej naiwnosci? to jak to jest, zastanow sie jeszcze raz i odpowiedz mi prosze. jestes budda czy frajerem?
...
istnieje we mnie dosc gleboka obawa, obawa jest tu zreszta slowem nieadekwatnie malo przerazonym, ze oczekujemy wzajemnie czego innego. ze moja czern jest twoim blekitem choc obydwoje mowimy na nia purpura. i kiedy ty widzisz blekit ja widze smole mimo ze kiedy ja widze krew to i ty widzisz krew, tyle ze zadne z nas nie zna jej jakosci ani zadne z nas nie wie jak postrzega juche to drugie z nas. kazde wypowiedziane przez ciebie slowo moze miec te same konotacje, werbalizowac podobny zestaw mysli, byc zawieszone w tej samej semantyce, ale roznic sie moga spoczywajace na nim oczekwiania.moga. ba. roznia sie kurwa i jestem bezradny chcac postepowac tak jak mnie o to prosisz bo nie wiem przeciez o co prosisz...
dlatego nauka nie ma innej mozliwosci tylko przegrac. podstawa nauki jest obiektywizm, ktory dla nas nie istnieje bo nie istnieje obiektywny uklad odniesienia, cala reszta to niezrozumiale komunikaty. a jako ze kazdy zmysl to swego rodzaju twoja nauka o swiecie, o danych jego dziedzinach, komunikacja z otoczeniem, to ta komunikacja zawodzi. lampa gasnie.
tagi:
antisocial,
hudlaa,
kontakt,
kultura symboliczna,
negacja kultury,
oszustwo,
social
niedziela, 12 czerwca 2011
PCFSTNK czyli propaganda nienawisci
zdarzalo mi sie kilkakrotnie slyszec uwagi zarzuty czy spostrzezenia dotyczace stosowanej przeze mnie rzekomo retoryki nienawisci, negatywnego przekazu, powszechnych oskarzen, promowaniu postawy zaprzeczenia, zasnuwania wzroku pesymistyczna wizja zamiast pozytywnych alternatyw, pokrzepiania serc i energetycznego kaznodziejstwa.
absolutnie istnieje taki przekaz nacechowany wkurwem.
nie jest to mimo wszystko bron wymierzona specjalnie w kogos. to grozba w kierunku spoleczenstwa, spolecznych zjawisk, poczynan, grzechow. pytanie, ktore moze sie nasunac to kim jestem, z jakiej wystepuje pozycji zeby mowic kto jak czym w jaki sposob i w stosunku do kogo zgrzeszyl. jestem na tym swiecie tak jak wszyscy dookola. nie prosilem sie o to, nigdy nie powiem jednak, ze mnie to nie cieszy. ale to co dzieje sie wokol mnie to za duzo. codziennie chcac nie chcac chlone negatywne wzorce z otoczenia, codziennie jestem przedmiotem atakow wizualnych, psychologicznych, marketingowych. przy tym moja wolnosc jest sciskana do niewyobrazalnie malych rozmiarow, nie mam juz do niczego prawa. wydawac by sie moglo, ze zycie nie jest juz celem samym w sobie nie mowiac o jakichs moich planach, marzeniach. celem, powodem powolania mnie do zycia w tym pokurwionym swiecie jest to zebym mogl byc odbioraca pewnych komunikatow, zeby cos na mnie wplywalo, wywolywalo efekt, mam byc receptorem spolecznych procesow, konsumentem, przedmiotem pewnych operacji, obiektem atakow, jestem jakby krolikiem doswiadczalnym. moze kiedys wynikna z tego jakies faktyczne skutki, byc moze ma to wszystko jakis cel, przyniesie wymierne efekty, ale dobrze widze ze jeszcze nie pora. a wasze plany i efekty waszych dzialan szczerze powiedziawszy w chuju mam.
jestem tu, stoje posrodku skrzyzowania, widzialem rozne sytuacje. nie stawiam sie ponad, nie przyznaje sobie specjalnych praw....
/nie zgadzam sie na to czym nas karmicie, nie chce tego, a jednak nie dajecie mi sie tego wyrzec. widze przez wasze klamstwa, przez wasze iluzje, nie chce waszych narkotykow, nie chce waszych przymusow, waszych sztucznych wolnosci, nie chce waszych symptomow, nie chce waszych kreacji. widze, czuje, odczuwam, analizuje, mysle, podnosze sprzeciw, kontestuje/
/dla mnie to sa oczywistosci, wiec z takiej pozycji, na ktorej sami mnie ulokowaliscie nie rozumiem czego innego ode mnie oczekiwac jesli nie niezgody. nie rozumiem czemu to dziwi i kluje w oczy, ze chloniemy ten wasz szajs przez cale zycie i jak juz nie ma w co go wsaczyc to chcemy go wypluc. dokladnie tak jak nasz nauczyliscie strzelac jadem. problem w tym ze odwracamy glowy w wasza strone. to jest wasz problem. reszta to wasza zasluga/
...ja po prostu odzyskuje prawo do zycia.
to co wycieka z moich slow z moich emocji to frustracja, zalamanie, glebokie rozczarowanie czlowiekiem, rozczarowanie nami, toba, mna. jestesmy rakiem ktory trawi wlasne komorki, zabijamy wlasnego zywiciela, zabijamy sami siebie.
powiedz mi jak tu nie byc zszokowanym. wiele juz widzialem wiele juz znioslem ale ciagle jestem w szoku. ten wstrzas wychodzi ze mnie na wszystkie sposoby. chce obrocic go na swoja korzysc.
nie promuje materialnego zawieszenia w rzeczywistosci, gromadzenia dobr, doczesnych przyjemnosci, zaglady srodowiska naturalnego, przemocy rasowej, seksualnej, gwaltow, starc rasowych czy etnicznych, konfliktow rozwiazywanych zbrojnie. jesli o tym mowie to badz pewien ze pietnuje. rozumiem mimo wszystko, ze sa to poprostu objawy skazenia, winie wirusa a nie ofiary. to o czym opowiadam, to co wyrazam to grozby, mozliwosci oszalalej jednostki, lista waszych klamstw, zbrodni, przewinien. moja odpowiedz na nie. nie przemoc a zniszczenie. zniszczenie absolutne, calopalenie i samospalenie. holokaust jihad kamikadze.
mowie o zabiciu obrazu samego siebie, ktory uszylo dla ciebie spoleczenstwo, i w ktory spoleczenstwo kaze ci wierzyc. mowie o przekluciu zaslony strachu, zaslony terroru.ale nie ukrywam ze chodzi o kreowanie strachu, o danie do zrozumienia ze jestesmy tutaj, wsrod was i to my wiemy kim jestescie, wiemy dlaczego czujemy ta nienawisc, a wy nie wiecie kim jestesmy my, nie wiecie jak nas rozpoznac nie wiecie ze jestesmy tak blisko was. i tak, nie pisze tego nieswiadomie- nienawidze, brzydze sie, odrzuca mnie, tym bardziej ze wplywacie na mnie swoimi dzialaniami w kazdej sekundzie mojego zycia.
mowie o podpaleniach, o napisach na murach, o agresji w stosunku do opresora. mowie o sprzeciwie. o sprzeciwie aktywnym. mowie o swiadomosci, o koniecznosci podjecia pewnych dzialan. mowie o siostrach i braciach w walce, mowie o ofiarach konfliktu. nie dziw sie ze promuje zdecydowane rozwiazania i w obliczu tego jak postepujecie, sam tez nie zaluje ich ofiar. ofiary byc musza i nie mowie tego zeby sie usprawiedliwiac, mowie o faktach. konflikt przynosi ofiary, a ten konflikt trwa. eskalacja jeszcze przed nami, dlatego oskarzenia czy pomowienia o propagande nienawisci schowajcie do kieszeni. to jest propaganda przygotowan, propaganda swiadomosci, slowo na niedziele. na prawdziwa nienawisc jeszcze przyjdzie czas.
nie obchodzi mnie czy to rozumiesz, czy chcesz zrozumiec, czy to czujesz. nie otwieram ust zeby ci cokolwiek tlumaczyc czy udowadniac, robie to zeby kazde z nas moglo sie dowiedziec ze pomimo nieskonczonej pojemnosci na gorycz tam gleboko w srodku, zla jest tyle, ze mozna wybuchnac, ze mozna przelac puchar.pijcie trucizne, ja juz nie moge wypluwam to. to jest moj pozytyw, sory ale nie stac mnie na nic innego.
na podstawie materialow roboczych albumu coanenepilli/hudlaa
absolutnie istnieje taki przekaz nacechowany wkurwem.
nie jest to mimo wszystko bron wymierzona specjalnie w kogos. to grozba w kierunku spoleczenstwa, spolecznych zjawisk, poczynan, grzechow. pytanie, ktore moze sie nasunac to kim jestem, z jakiej wystepuje pozycji zeby mowic kto jak czym w jaki sposob i w stosunku do kogo zgrzeszyl. jestem na tym swiecie tak jak wszyscy dookola. nie prosilem sie o to, nigdy nie powiem jednak, ze mnie to nie cieszy. ale to co dzieje sie wokol mnie to za duzo. codziennie chcac nie chcac chlone negatywne wzorce z otoczenia, codziennie jestem przedmiotem atakow wizualnych, psychologicznych, marketingowych. przy tym moja wolnosc jest sciskana do niewyobrazalnie malych rozmiarow, nie mam juz do niczego prawa. wydawac by sie moglo, ze zycie nie jest juz celem samym w sobie nie mowiac o jakichs moich planach, marzeniach. celem, powodem powolania mnie do zycia w tym pokurwionym swiecie jest to zebym mogl byc odbioraca pewnych komunikatow, zeby cos na mnie wplywalo, wywolywalo efekt, mam byc receptorem spolecznych procesow, konsumentem, przedmiotem pewnych operacji, obiektem atakow, jestem jakby krolikiem doswiadczalnym. moze kiedys wynikna z tego jakies faktyczne skutki, byc moze ma to wszystko jakis cel, przyniesie wymierne efekty, ale dobrze widze ze jeszcze nie pora. a wasze plany i efekty waszych dzialan szczerze powiedziawszy w chuju mam.
jestem tu, stoje posrodku skrzyzowania, widzialem rozne sytuacje. nie stawiam sie ponad, nie przyznaje sobie specjalnych praw....
/nie zgadzam sie na to czym nas karmicie, nie chce tego, a jednak nie dajecie mi sie tego wyrzec. widze przez wasze klamstwa, przez wasze iluzje, nie chce waszych narkotykow, nie chce waszych przymusow, waszych sztucznych wolnosci, nie chce waszych symptomow, nie chce waszych kreacji. widze, czuje, odczuwam, analizuje, mysle, podnosze sprzeciw, kontestuje/
/dla mnie to sa oczywistosci, wiec z takiej pozycji, na ktorej sami mnie ulokowaliscie nie rozumiem czego innego ode mnie oczekiwac jesli nie niezgody. nie rozumiem czemu to dziwi i kluje w oczy, ze chloniemy ten wasz szajs przez cale zycie i jak juz nie ma w co go wsaczyc to chcemy go wypluc. dokladnie tak jak nasz nauczyliscie strzelac jadem. problem w tym ze odwracamy glowy w wasza strone. to jest wasz problem. reszta to wasza zasluga/
...ja po prostu odzyskuje prawo do zycia.
to co wycieka z moich slow z moich emocji to frustracja, zalamanie, glebokie rozczarowanie czlowiekiem, rozczarowanie nami, toba, mna. jestesmy rakiem ktory trawi wlasne komorki, zabijamy wlasnego zywiciela, zabijamy sami siebie.
powiedz mi jak tu nie byc zszokowanym. wiele juz widzialem wiele juz znioslem ale ciagle jestem w szoku. ten wstrzas wychodzi ze mnie na wszystkie sposoby. chce obrocic go na swoja korzysc.
nie promuje materialnego zawieszenia w rzeczywistosci, gromadzenia dobr, doczesnych przyjemnosci, zaglady srodowiska naturalnego, przemocy rasowej, seksualnej, gwaltow, starc rasowych czy etnicznych, konfliktow rozwiazywanych zbrojnie. jesli o tym mowie to badz pewien ze pietnuje. rozumiem mimo wszystko, ze sa to poprostu objawy skazenia, winie wirusa a nie ofiary. to o czym opowiadam, to co wyrazam to grozby, mozliwosci oszalalej jednostki, lista waszych klamstw, zbrodni, przewinien. moja odpowiedz na nie. nie przemoc a zniszczenie. zniszczenie absolutne, calopalenie i samospalenie. holokaust jihad kamikadze.
mowie o zabiciu obrazu samego siebie, ktory uszylo dla ciebie spoleczenstwo, i w ktory spoleczenstwo kaze ci wierzyc. mowie o przekluciu zaslony strachu, zaslony terroru.ale nie ukrywam ze chodzi o kreowanie strachu, o danie do zrozumienia ze jestesmy tutaj, wsrod was i to my wiemy kim jestescie, wiemy dlaczego czujemy ta nienawisc, a wy nie wiecie kim jestesmy my, nie wiecie jak nas rozpoznac nie wiecie ze jestesmy tak blisko was. i tak, nie pisze tego nieswiadomie- nienawidze, brzydze sie, odrzuca mnie, tym bardziej ze wplywacie na mnie swoimi dzialaniami w kazdej sekundzie mojego zycia.
mowie o podpaleniach, o napisach na murach, o agresji w stosunku do opresora. mowie o sprzeciwie. o sprzeciwie aktywnym. mowie o swiadomosci, o koniecznosci podjecia pewnych dzialan. mowie o siostrach i braciach w walce, mowie o ofiarach konfliktu. nie dziw sie ze promuje zdecydowane rozwiazania i w obliczu tego jak postepujecie, sam tez nie zaluje ich ofiar. ofiary byc musza i nie mowie tego zeby sie usprawiedliwiac, mowie o faktach. konflikt przynosi ofiary, a ten konflikt trwa. eskalacja jeszcze przed nami, dlatego oskarzenia czy pomowienia o propagande nienawisci schowajcie do kieszeni. to jest propaganda przygotowan, propaganda swiadomosci, slowo na niedziele. na prawdziwa nienawisc jeszcze przyjdzie czas.
nie obchodzi mnie czy to rozumiesz, czy chcesz zrozumiec, czy to czujesz. nie otwieram ust zeby ci cokolwiek tlumaczyc czy udowadniac, robie to zeby kazde z nas moglo sie dowiedziec ze pomimo nieskonczonej pojemnosci na gorycz tam gleboko w srodku, zla jest tyle, ze mozna wybuchnac, ze mozna przelac puchar.pijcie trucizne, ja juz nie moge wypluwam to. to jest moj pozytyw, sory ale nie stac mnie na nic innego.
na podstawie materialow roboczych albumu coanenepilli/hudlaa
wtorek, 7 czerwca 2011
paranoja
paranoja
jest w wiezieniu
nie do ujarzmienia
nikt nie jest odporny
zwyobrazane obelgi
rozzarzaja tylko rozzalenie
nie ma czegos takiego
jak wypadek
kazda zniewaga jest atakiem
na twoje mestwo
to meczace i glupie
jednak cierpie na to
tak jak i wszyscy inni
wrogowie pojawiaja sie
tam gdzie sa tylko
bezmyslne zdarzenia:
czarny koles ktory potracil mnie gdy gadalem przez telefon
(zrobil to specjalnie!)
wiesniak ktory ignorowal mnie gadajac z moim ziomkiem
(to bylo naumyslne!)
milion sygnalow, gestow,
poz i komentarzy
to bardzo duszne
i pelne pelne zagrozen miejsce
stone hotel/raegan butcher
paranoja
jest w wiezieniu
nie do ujarzmienia
nikt nie jest odporny
zwyobrazane obelgi
rozzarzaja tylko rozzalenie
nie ma czegos takiego
jak wypadek
kazda zniewaga jest atakiem
na twoje mestwo
to meczace i glupie
jednak cierpie na to
tak jak i wszyscy inni
wrogowie pojawiaja sie
tam gdzie sa tylko
bezmyslne zdarzenia:
czarny koles ktory potracil mnie gdy gadalem przez telefon
(zrobil to specjalnie!)
wiesniak ktory ignorowal mnie gadajac z moim ziomkiem
(to bylo naumyslne!)
milion sygnalow, gestow,
poz i komentarzy
to bardzo duszne
i pelne pelne zagrozen miejsce
stone hotel/raegan butcher
kode9/sonic warfare
info o LRADzie na uslugach polskiej psiarni zdecydowanie potwierdza sensownosc zainteresowania ta pozycja:

soundsystemy, dzwiek w rekach armii, husaria na spidzie-pozycja dla fanow decybelowego rozpierdolu. djskie shock doctrine autorstwa kode9'a-ziomka na ktorego podkladach spaceape robi syczaca piane z mozgu!
pelen pdfik

soundsystemy, dzwiek w rekach armii, husaria na spidzie-pozycja dla fanow decybelowego rozpierdolu. djskie shock doctrine autorstwa kode9'a-ziomka na ktorego podkladach spaceape robi syczaca piane z mozgu!
pelen pdfik
niedziela, 17 kwietnia 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
o koło przemian
dalajlama zlozyl oficjalna rezygnacje z panstwowego tronu i zapowiedzial tez w przyszlym zyciu byc moze odrodzi sie poza tybetem a byc moze jako kobieta. jako, ze dalajlamowie zwykli zostawiac jakies wskazowki co do tego gdzie nalezy ich poszukiwac wypadaloby traktowac to nie jako zwykla nowoczesnosc ze strony dalajlamy ale swego rodzaju proces ewolucyjny w religii. no a moze ta postepowosc to wlasnie jest ewolucja? skoro dalajlama jest zwierzchnikiem tego kosciola i do tego oswiecona istota, bogiem na ziemi chcialoby sie rzecz to przeciez on stanowi czym sie buddyzm stac ma, ...
...a czym sie stac nie tak jak to mialo miejsce w przypadku dorje shugdena. nie wiem czy jest to prosta sprawa z cyklu uczen przerosl mistrza ale napewno jest to ciekawe jak dharmiczny opiekun, ktory teoretycznie ma bronic czystosci trzech klejnotow zostaje klejnotem sam w sobie.
w taki sposob wlasnie zmieniaja sie i ewoluuja religie, w taki sposob zabijaja sie bogowie-spoleczny lincz a nie jakies pioruny i te sprawy. czlowiek pcha swojego boga przeciwko bogom innych ludzi.
bey pisze na pokrewny temat tak:
"...heresy is a means of cultural transfer. when a religion from one culture penetrates another culture, it frequently does so (at least initially) as "heresy"; only later do the Orthodox Authorities arrive to straighten everyone out and make them toe the line. Thus, for example early Celtic christianity absorbed a great deal of Druidry, and was seen from Rome as 'heretical'."
(P.L.Wilson, Pirate Utopias, s.200)
mysle ze swobodnie mozna powiedziec o tym, ze dzialac moze w dwie strony.
jesli jeszcze sie nie zorientowalas to pewnie jakies tam napomkniecie o dalajlamie cie nie przekona, ale historia serio dzieje sie na twoich oczach.
...a czym sie stac nie tak jak to mialo miejsce w przypadku dorje shugdena. nie wiem czy jest to prosta sprawa z cyklu uczen przerosl mistrza ale napewno jest to ciekawe jak dharmiczny opiekun, ktory teoretycznie ma bronic czystosci trzech klejnotow zostaje klejnotem sam w sobie.
w taki sposob wlasnie zmieniaja sie i ewoluuja religie, w taki sposob zabijaja sie bogowie-spoleczny lincz a nie jakies pioruny i te sprawy. czlowiek pcha swojego boga przeciwko bogom innych ludzi.
bey pisze na pokrewny temat tak:
"...heresy is a means of cultural transfer. when a religion from one culture penetrates another culture, it frequently does so (at least initially) as "heresy"; only later do the Orthodox Authorities arrive to straighten everyone out and make them toe the line. Thus, for example early Celtic christianity absorbed a great deal of Druidry, and was seen from Rome as 'heretical'."
(P.L.Wilson, Pirate Utopias, s.200)
mysle ze swobodnie mozna powiedziec o tym, ze dzialac moze w dwie strony.
jesli jeszcze sie nie zorientowalas to pewnie jakies tam napomkniecie o dalajlamie cie nie przekona, ale historia serio dzieje sie na twoich oczach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)